RSS
środa, 30 lipca 2008
W Turcji!

Jestesmy w Istambule! Teraz pare godzin przeczekamy na lotnisku. Jestesmy cali, zdrowi i ZMECZENI, w samolocie spalem moze z godzine.

Wy sobie nawet nie wyobrazacie jaka tu jest CYWILIZACJA

Powaznie mowie. Zachod pelna geba!

Widzimy sie za pare godzin. Przypominam 1240 bede na Okeciu.

poniedziałek, 28 lipca 2008
Meczet Szyicki

Witam Was, ostatnie dni w Damaszku teraz spedzamy

Wczoraj widzialem cos niesamowitego. Bylismy w swietym miejscu szyitow (tych tutaj nie za duzo), pelno bylo pielgrzymow z Iranu, w sumie slychac bylo tylko sam jezyk perski. Niesamowity jest meczet szyicki, chyba sie zakochalem - za rok do Iranu jade obowiazkowo. A dlaczegoz miejsce jest swiete? Otoz w srodku meczetu jest grobowiec Sayyidy Ruqayyi, corki al-Hasana, czyli tym samym prawnuczki proroka Mohameda (salla llahu alaihi wa-sallim). Wspaniale miejsce, bardzo energetyczne, pozytywnie energetyczne. Wrecz wdychalem to cieplo. Super.

Dzisiaj czeka mnie tutaj ostatnia noc, w ogole dzis wczesnie wstalem, obudzily mnie slonce i ... arabskie muchy, wyjatkowo natretne... Ech zycie... zycie

niedziela, 27 lipca 2008
Komitet powitalny

Hej, bedziemy w Warszawie na Okeciu 30-lipca o godzinie 12:40

Czekamy na KONKRETNY komitet powitalny (wiwatujace tlumy, czerwony dywan, dzieci z chlebem i sola...)

Pozdrawiamy

sobota, 26 lipca 2008
Ostatnie dni w Damaszku

Hej. Wrocilismy cali i zdrowi (i najedzeni) z Homsu. Teraz krotka relacja co sie dzialo. Ja mialem poltoradniowy kryzys wiary jeszcze przed wyjazdem w Damaszkowie, przez co pare rzeczy mnie ominelo. Kasia byla w Maaluli (klasztory) i na dwoch koncertach muzyki afrykansko-arabsko-jazzowej. Ja regenerowalem sily. Przy okazji ciut po sklepach polazilismy. W sumie teraz codziennie lazimy i cos tam kupujemy. Kasia troche ksiazek ma, ja tez pare fajnych "okazow" dorwalem.

W Homsie bylismy dwie nocy, jeden dzien byli z nami tez Piotrek i Ola. Znowu nabralismy kilogramow i sobie wesolo pogadalismy i tym i owym i o rzeczywistosci zycia palestynskiego w dzisiejszej Syrii. Pan domu pokazal nam wspolne zdjecia z roznymi szychami z fatahu i usmiechnietym Arafatem. Pare przepisow tez wzialem, cos dobrego Wam w kuchni upieke :)

W ogole autobusy co jechalismy byly niesamowite. cale obwieszone w swiecidelkach, okach fatimy, lokalnej magii, surach koranicznych i... wiszacych winogronach. dyskretnie sfilmowalismy. no prawie jak w indiach jeszcze tylko ludzi na dachu brakowalo (klima byla - to wysoki standard!)

teraz w Hotelu spotkalismy tutaj Tymka, wrocil wlasne caly i z Trypolisu (Libanskiego), gdzie sie teraz troche strzelali, ale nic mu sie nie stalo.

jeszcze czeka nas pare zakupow - ja kupilem juz m.in. czesc prezentow, dla siebie zas... "Krotka Historie Czasu" S. Hawkinga w jedynym slusznym semickim jezyku. A w ogole to widzialem monete z trzeciej rzeszy z panem adolfem, mein kampf owego pana po arabsku tez widzialem - taka ciekawa pamiatka to moze byc ;P slynne krokodyle sfotografowalem. zdjecia wymienilismy, mamy tego duzo - powtarzam sie, ale wrzuce PO POWROCIE

a teraz sie ogolnie obijamy, wcinamy mrozony sok cytrynowo-pomaranczowy, wcinamy chlebki z zatarem (kupie!) i ser owczy, same luksusy. choc momentami czlowiek staje sie lokalna jadlodajnia ciut zmeczony.

wracamy 30-ego, czekamy na komitet powitalny, jak za przyjazdu sekretarzy z bratnego kraja w latach 50-tych. godzine podam przy nastepnym wpisie

HEJ

poniedziałek, 21 lipca 2008
Amman w poltora dnia

Hej hej

Na poczatku chcialbym Was przeprosic ze zdjec nie ma, w kazdym razie bedzie duuzy katalog na flickr po powrocie, tutaj net internet ledwo dyszy, i strony przegladam glownie w trybie tekstowym. W Jordanii tez nie jest lepiej, ale o tym za chwile.

W Damaszku bylismy jeszcze na darmowym koncercie... takie perkusyjne improwizowanie na 10 beczek, bardzo ciekawa muzyka, choc bardziej chcialem posluchac post-rytmiki (ale to taka drobna dygresja). Wczoraj z rana pojechalismy ze znajomym Anglikiem Tomem do Jordanii taksowka, po zalatwieniu formalnosci na granicy po okolo 3 godzinach dotarlismy do Ammanu, gdzie ulokowalismy sie w Hotelu poleconym nam przez kolezanke z roku, Aldone. Amman to... takie san francisko, ciagle w gore i dol sie chodzi, juz nam nogi odpadaly. Poza tym sprawia wrazenie bardzo... europejskiego, wszedzie angielskie napisy, chwilami az czuc te brytyjska flegme. No i bardzo ale to bardzo duzo ksiegarn. Bylismy w najwiekszej biblitece i z moze w 10-ciu ksiegarniach. Kasia kupila pare ksiazek do magisterki, ja materialy do doktoratu (a zatem kolejne ksiazki z czarami marami, m.in. cos autorstwa al-buni'ego, zatem skakalem z radosci, ia ia shubb nigurath!)

Amman jest drogi, hotel, transport, jadlo, ksiazki -  60-70 dolarow w 1,5 dnia wydalismy. w damaszku tu tu wszystko 10 razy tansze jest. Net dziala ciut szybciej 100 b/s ;P Stwierdzajac ze wszystko co moglismy na szybko w ksiazkarniach uzyskac zdobylismy, zdecydowalismy sie na powrot. Autobusem. Jechalismy 5 godzin, w tym bylo 2 godziny stanie na granicy. - + bieganie po stempelki, za to autobus klimatyzowany luksusowy, sama przyjemnosc. Teraz siedzimy znow w Damaszku, objedlismy sie ze ho-ho, po calym dniu postu (by sie nie przechwalac), znajomy nowo zelandczyk fotograf tu jest, niemcow zauwazylem w kawiarence.

plany na jutro: klasztor w Malulu, z 50 km od Damaszku, zatem taki parogodzinny wypad, tour po ksiegarniach i sklepach, pojutrze jedziemy do znajomej Kasi - Agnieszki, i tam sie pewnie przepierzemy i ciut nabierzemy kilogramow :)

CZESC!

piątek, 18 lipca 2008
Bieganie po Damaszku

Hej! U nas do przodu i bezproblemowo. Wczoraj chodzilismy sobie po Damaszku, zwiedzilismy Meczet Umajjadow (trzeba przyznac, robi wrazenie) i okoliczne bazary. Male co nie co kupilem. W kazdym razie najwieksze wrazenie zrobil na mnie sklep z miejscowa ludowa medycyna. Mieli najprawdziwsza Mandragore (chyba kupie!) oraz... m.in. embriony krokodyli (jakby ktos mial problemy z potencja to moge kupic). Niesamowite sa tez sklepy ze starociami, zwierzetami (ptactwo i inne golebie), a juz mocne wrazenie robi rzeznik gdzie obok siebie lezy kawal dopiero co odcietego miesa... a obok gdacze sobie kura, jeszcze cala.

Bylismy w dzielnicy chrzescijanskiej dzis na sniadaniu. Pawel wczoraj w nocy wylecial - dotarl dzis caly i zdrowy do Stolycy. Z Kasia poszlismy do muzeum narodowego, jest tu pare bardzo ciekawych eksponatow, szczegolnie mozaik i malowidel wczesnochrzescijanskich, jeden grobowiec z Palmiry jest caly przeniesiony. Namietnie wyszukiwalem figurki wielkiego Cthulhu, nie znalazlem, musza miec w magazynach ;P

Teraz zjedlismy sobie po falaflu, i powoli udamy sie w kierunku hotelu by ciut odpoczac. Jeszcze dzis polazimy po miescie. Musimy znalezc muzeum wojska - slynna kapsula i skafander M. Faresa czekaja. Ino dziady przeniesli muzeum teraz. Ale nie poddamy sie i miejsce znajdziemy :)

Pozdrawiamy Was cieplo

środa, 16 lipca 2008
Wrocilismy do Damaszku

Hej, dotarlismy cali i zdrowi znowu do Damaszku

Nie odzywalem sie bo internetu nie bylo ani widu ani sluchy, a zatem w skrocie: jeszcze pierwszej nocy w Aleppo dwa razy wieczorem poszlismy w miedzynarodowym towarzystwie na kolacje (Szymon - muzyk bebniarz Polak z orkiestry w Bejrucie, Alieksiej - archeolog z Bialorusi, jacys meskykanie: jeden studiowal... astronautyke ;P ) no i nasza piatka. Obzarlismy sie jak swinie i padlismy spac. Drugiej nocy po powrocie od Slupnika bylismy w tej samej knajpie z francuzem nauczycielem (pracowal w Sudanie, i gra na arabskim oud)

Trzeciego dnia w Aleppo rano (o 5 tej) wstalismy i pociagiem pojechalismy nad morze, do Latakii. Tam poznalismy nowe znaczenie slowa GORACO, moze nie bylo cieplej, za to wilgotnosc z morza mocno dawala sie we znaki - lalo sie z nas jakbysmy stali pod prysznicem, musialem zdejmowac okulary by prawie-ze wode / pot wylac ;P

Latakia takie sobie miejsce, pojechalismy sobie 30 km w dal od miasta na plaze, gdzie w koncu mozna bylo poparadowac w kapielowkach bez wzbudzania dziwnych odczuc wsrod nativow, oczywiscie spieklismy sie na rakie jak glupki, choc na sloncu moze 45 minut bylismy. (Przy okazji zjedlismy tez kebaby siedzac na krawezniku ulicy, po stpokaniu z lokalsem co slangiem mlodziezowym prosto ze Szczecina zapuszczal: pol arab, "bedzie sie dzialo". Morze wspanaile, ogromne fale, troche kamieni poprzywozilismy, wieczorem stwierdzilismy ze pojedziemy do pobliskiego Tartous. No i problem, autobusu nie ma, pociagu nie ma (wszystko poodwolywane) a w Latakii nocowac nie chcielismy. Udalo sie podjechac do jakiegos podmiejskiego zadupia co sie Jeblah zwalo - 50 od wspomnianego tartous. No i dramat. Znalezlismy autobus, ale musial sie zapelnic, by oplacalo sie kierowcy jechac, a sami nie wynajmiemy bo to dla nas - burzuazji za drogo, no to siedzimy godzine w tym busie, leje sie z nas pot, dostajemy glupaki, wolamy na ludzi Tartuuuuuus - moze ktorys sie skusi. Dupa. Czekalismy i w koncu busik opuscilismy, szukajac hotelu (ha!) a raczej plazy w poblizu gdzie mozna sie bedzie klepnac. Na szczescie potem zlapal nas kierowca z ktorym czekalismy (juz bez pomagiera) i ... o dziwo podwiozl nas do Tartous. Za prawie pol darmo, chyba z litosci. No niesamowici Ci ludzie. Tam hotel , prysznic, kima. Rano wstalismy, ciut po miescie polazilismy, pilem Yerba Mate (TAK TAK TAK, dla dociekliwych, gatunek Amanda) w autobus z klima (wyzsza klasa - Ola i Pawel zostali w Tartous, widzimy sie za pare dni) i do Damaszku. Tutaj zabookowalismy sie w hotelu za 20 zeta /nocka, poszlismy wymienic czesc rzezcy co u Macietego lezakowaly.... jeszcze mala wizyta w restaruracji wyzszej klasy (a co bedziemy sobie zalowac), faja wodna. Kasia i Pawel padli juz, a ja ... 30 minut logowalem sie na tego bloga...dzisiaj internet dziala WYJATKOWO powoli (50 b/s?) A to z tej przyczyny, iz dzisiaj byly wyniki egzaminow na uniwerki umieszczone w sieci (powiedziala mi to towarzyszka z busa, nauczycielka filozofii w szkole, przy okazji fanka wladcy pierscieni - czlowiek pyta sie o istotne szczegoly)

 Dobra padam, jutro tez chcemy do internetu wpasc ale nic nie gwarantuje, Pawel niedlugo odlatuje, my zas z kilkuosobowa grupa bedziemy powoli sie szykowali do wypadu do Jordanowa (glownie Amman i okoliczne uniwerki)

Hej

 

poniedziałek, 14 lipca 2008
U Szymona Slupnika

Dzisiaj z dobrym humorem wstalismy i biegiem ruszylismy do ruin chrzescijanskich gdzie przesiadywal slynny Szymon Slupnik. Droga obfitowala w pozytywne przygody, a to dlatego bo czesciowo jechalismy na otwartej przyczepie uwazajac by nie wypasc z samochodu. To jeden z tutejszych sposobow podrozowania. U samego Szymona jest pieknie, ruiny kosciola / bazyliki - cholera wie, sa niesamowite jak z jakichs inspirowanych romantyzmem obrazow, momentami wrecz jak z Lovecraftowskiego snu (w pozytywnym sensie tego slowa), miejsce to promieniuje swego rodzaju aura / moca. Najfajniejsze bylo to ze po calych ruinach lazilismy calkowicie sami i nikt nam nie przeszkadzal. Tam siedzielismy sobie odpoczywajac w cieniu na murach gadajac o tym i owym. Bardzo przyjemnie. W drodze powrotnej nasza grupa sie rozdzielila. Piotrek i Ola pojechali w strone Latakii, nasza trojka - Kasia, Pawel i ja zostaje jeszcze jeden dzien w Aleppo. Dzis wieczorem wpadiemy jeszcze raz do dzielnicy chrzescijanskiej.

Wiecej zdjec moze bedzie jak dostane sie znow do wlasnego komputera (za pare dni w Damaszku) i jak dostane dostep do szybszego neta(pamietacie rocznik '97-'98. Tu jest on jeszcze wolniejszy! ) :D

A teraz na godzinke sie kimniemy. Wieczorem powinienem sie odezwac. CZESC.

niedziela, 13 lipca 2008
Pierwsze fotki

Wszechobecny prezyden tego Kraja, napis na plakacie "Tak dla symbolu panstwa"

No i dwie fotki z pod cytadeli w Halab / Aleppo

Drugi dzien w Aleppo

Obecnie jestesmy na polnocy Syrii w miescinie Halab / znanej takze jako Aleppo. Pierwszy nocleg byl w takiej straszliwej spelunie, jak burdel z lat 60 z zatechlego PRLu, grzyb na scianach, stechlizna, za to dosyc mocny wiatrak a nawet telewizor w pokoju. Dzisiaj przenieslismy sie do innego bardziej luksusowego miejsca (gdzie jest internet skad pisze a i klima)

Wczoraj w sumie niewiele widzialem, dramat toaletowy w 11 aktach trwal i byl bardzo intenstywny - jedyne co czlowiek sie szlaucha nauczyl uzywac, moze dzis stad uda mi sie fotke wrzucic. Wieczorem bylismy obejrzec cydalele, kolejne ogromne zamczysko w centrum miasta, niestety bylo zamkniete. dzisiaj jeszcze raz chcemy sie wybrac. Wieczorem to miasto zyje, momentami wyglada prawie jak... centrum Wiednia, albo taka orientalna wersja tegoz miasta, ogromna ilosc oswietlonych sklepow, tlum ludzi, rano miasto jest nie do poznania, puste

W ogole dzisiaj wstalem o 6 rano stwierdzilem ze zaczne ksiazke pisac w formie hmm... realizmu magicznego, pierwsza strone juz mam :) , potem wybralismy sie do dzielnicy chrzescijanskiej polazic po kosciolach. Niestety wyniklo tam pare *interferencji* na moim tle zdrowotnym -najblizsi wiedza o co chodzi, szczegoly dla chetnych na priw, ktore utwierdzily mnie ze trzeba bedzie wrocic z 1,5 tygodnia wczesniej. Bardzo dziekuje grupie (szczegolnie Kasi!) za wsparcie i pomoc w trudnych chwilach. Sam nie poradzilbym sobie. Wrazen jest bardzo duzo, i momentalnie wszystko wrecz meczace. Nie ma co sie wykanczac na sile. Teraz sobie siedze w hoteliku i odpoczywam, grupa jest na miejscie, ja na razie przez pol dnia bede spokojnie wszystko odreagowywal.

Jutro chcemy pojechac do kolumny Szymona Slupnika a potem nad morze do Latakii.  Dzisiaj wieczorem bede jeszcze w necie i pewnie tez dostepny na skypie (w tej kafejce nie jest zablokowany przez lokalna ubecje)

Pozdrawiamy Was cieplo

 
1 , 2